czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 2

Tak minął mi cały tydzień. Mike oprowadzał mnie, jedliśmy razem lunch, chodziliśmy razem do i ze szkoły. Wreszcie weekend. Czekałam na ten dzień. Sobota. Mogę się wreszcie wyspać. Rodziców nie ma w domu, bo pracują. O 9.30 obudził mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam je a tam Mike.
-Cześć. -powiedział z radością.
-Cześć. -powiedziałam z sztucznym uśmiechem.
-Obudziłem Cię?
-Tak. Wejdź. Co Cię do mnie sprowadza?
-Chciałem Cię zapoznać z moimi znajomymi. Pójdziesz ze mną na ognisko wieczorem?
-Z chęcią, ale dlaczego budzisz mnie tak wcześnie? -zapytałam z wyrzutem.
-Pomyślałem, że nikogo tu nie znasz i możesz się nudzić, więc wpadłem.
-Dzięki. Poczekaj tu na mnie. Przebiorę się, pooglądaj Tv.
-Ok. Idź już.
Poszłam do pokoju. Znalazłam koszulkę i jeansy, założyłam je, uczesałam włosy i zeszłam na dół. Mike oglądał jakieś bzdury w Tv.
-I jak? -zapytałam, a on aż podskoczył.
-Wystraszyłaś mnie. Super wyglądasz. Zrobiłem ci kanapki.
-Dzięki.
Zjedliśmy kanapki, pozmywaliśmy i poszliśmy na górę. Chciałam pokazać mu mój pokój. Zaczęliśmy rozmawiać. Mieliśmy tyle tematów, że skończyliśmy rozmawiać ok. 13, bo zgłodnieliśmy. Zamówiłam pizzę. O 18.30 wyszliśmy z domu. Rodzice wyjechali na weekend,więc mogłam robić, co chcę. Zobaczyłam, że przed domem stoi motor.
-To Twój? -zapytałam
-Tak. Właśnie nim pojedziemy.
-Chyba żartujesz?!
-Nie. Wsiadaj.
-Ok, ale jedź powoli.
-Dobra, dobra.
Wsiadłam i pojechaliśmy do jego znajomych. Jechał powoli, jak na motor. Dojechaliśmy na miejsce po ok 30 minutach. Było tu pięknie. Polana w środku lasu prezentowała się cudownie. Ognisko już było rozpalone. Na kocach wokół ognia siedziało trzech chłopaków i dwie dziewczyny. Każda z nich obściskiwała się ze swoim chłopakiem, jak przypuszczałam.
-Siemka. To jest Mel. -przedstawił mnie chłopak.
-Cześć. Jestem Tom, ten tu to Max. -przedstawił siebie i kolegę ciemnowłosy chłopak.
-Ja jestem Jessica.
-A ja El.
-Ja jestem Mat. -chłopak przedstawił się i mnie przytulił.
-Dość tych czułości. -wtrącił Mike.
-Miło mi was poznać.
Mike poszedł do samochodu Toma po piwo, a w tym czasie ja zaczęłam rozmawiać z Matem. Wydał mi się miły,ale Mike'owi chyba się to nie podobało. Podszedł do nas i poprosił Mata na stronę. Wymienili parę zdań i wrócili.Rozmawialiśmy tak bardzo długo. Polubiłam Mata. Dał mi swój numer telefonu i powiedział, że mogę dzwonić o każdej porze. Od razu wysłałam mu SMS-a o treści: 'Teraz i ty masz mój numer. ^.^'   Chciałam wrócić do domu, lecz Mike był pijany. Poprosiłam Mata by mnie odwiózł, bo nie widziałam, żeby pił. Od razu się zgodził. Zabrałam swoje rzeczy i wsiadłam do samochodu, w którym czekał. Zabraliśmy jeszcze Mike'a. Odwieźliśmy go do domu. Następnie pojechaliśmy do mnie. Zaparkował na podjeździe.
-Wejdziesz? -zapytałam.
-Pewnie. - Weszliśmy do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i weszłam do kuchni.
-Chcesz coś do picia? -zapytałam.
-Herbatę.
-Ok. - zrobiłam dla nas kolację. Zjedliśmy i włączyliśmy jakiś film. Ok. 23 zasnęłam przed telewizorem w objęciach Mata.
*następny dzień*
Obudziły mnie promienie słońca. Byłą 7.00. Zdziwiłam się, że jestem w łóżku, bo ostatnie co pamiętałam to oglądanie filmu z Matem. Wstałam i zaczęłam go szukać. Znalazłam tylko karteczkę na lodówce. Na karteczce widniał napis: ' Wyszedłem w nocy, jak zasnęłaś. Zrobiłem zakupy. Spotkajmy się dziś o 10.00 w parku przy ławce koło jeziorka.  Mat.'
Ubrałam się, zjadłam śniadanie, umyłam zęby i wyszłam. W umówionym miejscu byłam ok. 9.30 więc usiadłam na ławce i słuchałam muzyki. Wtedy ktoś podszedł z tyłu i zasłonił mi oczy.
-Mat  nie wygłupiaj się. -powiedziałam. Nie odpowiedział. Odwróciłam się.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 1

   *2 lata wcześniej, dzień przeprowadzki, rano*
Dziś przeprowadziliśmy się do Bostonu. Jestem wściekła. Wprawdzie nasz dom jest większy niż tamten. Ma też większy i ładniejszy ogród, ale nic nie zastąpi moich przyjaciół. Jest ostatni tydzień wakacji. Już za pięć dni idę do mojej nowej szkoły. Boję się, ponieważ nie znam tu nikogo. Mój pokój jest na pierwszym piętrze. Przed oknem mam wysokie drzewo. Przyda się jeśli będę wracać późno, żeby rodzice się nie denerwowali. Ha! Dobry żart. Nie będę wracać późno, bo nie mam znajomych, a nawet jeśli to moich rodziców pewnie by nie było w domu. Po rozpakowaniu wzięłam długą kąpiel z słuchawkami na uszach. Uwielbiam to robić. Zajęło mi to około godziny. Zeszłam na dół i czekały na mnie zrobione przez moją mamę kanapki. Zjadłam je i mama oznajmiła mi, że mam iść do sklepu po zakupy. Gdy wróciłam rodziców nie było. Na lodówce znalazłam karteczkę: 'Zrób sobie coś do jedzenia, my wrócimy wieczorem. Kocham Cię. mama'. Postanowiłam zjeść coś na mieście. Ubrałam buty i wyszłam...
   *popołudnie*
Wróciłam do domu i odpaliłam laptopa. Zadzwoniłam na skype do mojej przyjaciółki. Rozmawiałyśmy kilka godzin. Gdy skończyłyśmy rozmawiać włączyłam piosenkę i z słuchawkami na uszach zasnęłam.
  *pierwszy dzień szkoły*
Wstałam, zjadłam śniadanie i przebrałam się w mój szkolny mundurek, który musiałam nosić okazyjnie. Tata zawiózł mnie pod szkołę i odjechał zostawiając mnie samą na pastwę losu i ludzi ze szkoły... Nie było tak źle. Pani dyrektor powitała nas w szkole i powiedziała parę spraw organizacyjnych. Wyszłam ze szkoły i poszłam do domu. Idąc widziałam chłopaka, który mi się przyglądał. Uśmiechnął się do mnie, więc odwzajemniłam uśmiech. Dotarłam do domu. Dostałam SMS-a o treści 'Masz ładny uśmiech'.To ten chłopak. Odpisałam mu: 'Skąd masz mój numer?' Nie odpisał, więc pomyślałam, że ktoś sobie robi żarty. Włączyłam Tv i obejrzałam jakiś film. Zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam do parku. Gdy mieszkałam w Londynie chodziłam do parku. Wzięłam książkę, ubrałam buty i wyszłam, zamykając drzwi na klucz. Szłam po parku szukając wolnej ławki. Znalazłam jedną zaraz obok jeziorka. Usiadłam i zaczęłam czytać. Było tam tak cicho i spokojnie. Po chwili ktoś podszedł.
-Mogę usiąść? -zapytał
-Tak. -powiedziałam.
-Jesteś nowa?
-Skąd wiesz? -zdziwiłam się.
-Nikt z mieszkańców nie siada na tej ławce.
-Czemu? -wstałam.
-Nieważne. Jestem Mike, a ty?
-Melissa, ale mów mi Mel.
-Ok. Skąd jesteś?
-Z Londynu. Niedawno się przeprowadziliśmy.
-Może pomógłbym ci w szkole? No wiesz, na przykład pomogę ci trafić do klas.
-Dzięki, ale nie chcę sprawiać kłopotu. -powiedziałam i chciałam odejść.
-To żaden kłopot. Odprowadzę cię do domu.
-Jeśli tylko chcesz.
Gdy byliśmy już pod moimi drzwiami odezwał się pierwszy.
-To widzimy się jutro o 7.30 tutaj.
-Ok. Dzięki. Do zobaczenia.
Weszłam do domu. Była już 19.00 ,więc zrobiłam sobie kolacje i włączyłam Tv. Gdy zjadłam nalałam sobie do wanny gorącej wody i wzięłam długą kąpiel.
 *następny dzień*
Znowu wstałam, zjadłam śniadanie, ubrałam się, tym razem normalnie, i wyszłam do szkoły. Punktualnie o 7.30 do drzwi zadzwonił Mike.
-Cześć. -powiedział.
-Cześć. Idziemy?
-Pewnie. -ubrałam buty, wzięłam torbę i wyszliśmy zamykając drzwi.
 Doszłam do szkoły i od razu poszłam do sekretariatu po plan lekcji i kluczyk do szafki. Pierwszą lekcją według planu była historia, w sali 326. Nie miałam pojęcia jak tam dotrzeć, więc poprosiłam o pomoc Mike'a. Ten się uśmiechnął z wyższością i zaprowadził mnie do sali.
-To tutaj.-powiedział wskazując na drzwi-Przyjdę po ciebie po lekcji. Czekaj tu na mnie.
-Ok.
Pomachał mi i poszedł do swojej klasy. Na historii nie działo się nic ciekawego. Po lekcji czekałam tylko chwilę i zjawił się Mike.
-Co masz teraz?
-Matematykę.
-Która sala?
-430.
-To idziemy.
I tak minął cały dzień w szkole. Mike okazał się miłym chłopakiem. Opowiedział mi trochę o sobie. Dowiedziałam się, że ma 19 lat, jego ojciec zmarł i ma siostrę. Po powrocie poczułam, że jestem bardzo głodna. W domu nie było niczego do jedzenia, więc poszłam na zakupy. Po drodze spotkałam chłopaka, który wysłał mi SMS-a. Uśmiechnął się i poszedł w przeciwną stronę. Po zakupach wróciłam do domu. Zjadłam obiad, spakowałam książki na następny dzień i oddałam się relaksowi, czyli słuchaniu muzyki. Rodzice wrócili ok. 21.00. Opowiedziałam o dzisiejszym dniu, pomijając Mike'a. Tata nie pozwalał mi się spotykać z chłopcami.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Prolog.

Jestem zwykłą nastolatką. Mam na imię Melissa. Mam 19 lat i chodzę do liceum. Moją jedyną i najlepszą przyjaciółką jest Kate. Przeprowadziłam się tu 2 lata temu. Mówiąc tu mam na myśli Boston. Moi rodzice pracują całymi dniami, żeby utrzymać nasz piękny dom. Nie mam rodzeństwa. Wcześniej mieszkaliśmy w Londynie. Miałam tak kilku przyjaciół. Teraz piszemy sms-y, rozmawiamy na skyp'ie, przez telefon, ale to nie to samo. Tęsknię za nimi. Kate poznałam w szkole. To ona oprowadziła mnie po szkole i pomagała mi trafiać do klas. Jest miła. Ma brata Mike'a. Ma on podobno coś wspólnego z jakimś gangiem, ale Kate nigdy mi nie odpowiedziała, jak ją o to pytałam. Od razu zmieniała temat. Ufałam jej, ale nie do końca. Tak na prawdę nie ufam nikomu...